powrót
10.01.19
Kategorie: Blog Pasje

W JCommerce pracują ludzie z pasją. Jednym z nich jest nasz tester Mariusz. Po pracy oddaje się swoim dwóm hobby: fotografii i rekonstrukcji historycznej. Dlaczego akurat te dwie dziedziny i jak je ze sobą łączy? Przeczytaj rozmowę z Mariuszem i dowiedz się więcej.


Opowiedz coś o sobie, jak znalazłeś się w JCommerce?
Trudne pytanie na początek! (śmiech). Jak chyba spora część ludzi z branży IT nie mam żadnego wykształcenia w tym kierunku. Jestem magistrem inżynierem biotechnologii. Po studiach zacząłem doktorat, gdzie miałem styczność z programowaniem. Potem był epizod w Warszawie, gdzie pracowałem w urzędzie, ale nadal miałem kontakt z programowaniem – usprawniałem pracę departamentu, tworząc makra w języku VBA. W firmie znalazłem się trochę przypadkiem. Kolega podesłał moje CV do JCommerce, zostałem zaproszony na rozmowę i po paru dniach dostałem pozytywną odpowiedź.

Pasje masz dwie – fotografię i rekonstrukcję historyczną. Skupmy się najpierw na tej pierwszej – jak to się zaczęło?
Przypadkiem. Jak sięgam pamięcią to zawsze na wycieczki klasowe (jeszcze w podstawówce), zabierałem ze sobą aparat. Miałem wtedy starego Zenita 12XP. W erze aparatów kompaktowych wszyscy uważali mnie za wariata, który biega i ustawia jakieś dziwne pokrętła, ale nie zraziło mnie to i zdjęcia robiłem dalej.
Bodajże w 2003 r. znajomi zasugerowali – W Domu Kultury jest grupa fotograficzna – może byś tam poszedł? No i poszedłem, ze zdjęciami z wycieczek, jakimiś portretami, widoczkami… W ten sposób zacząłem z nimi współpracować. Na zajęciach prowadzący i członkowie pokazywali mi inne rodzaje fotografii, a także tłumaczyli, co zrobiłem dobrze, a co źle. Zaczęli mnie ukierunkowywać. Potem już poleciało. Próbowałem wtedy wszystkiego po trochu – portret, krajobraz, makro. Później trochę brakło mi zapału i przez parę lat miałem przerwę, ale pozwoliła mi ona nabrać dystansu i obrać kierunek dalszego rozwoju.

Na co się teraz ukierunkowujesz w fotografii?
Przez ostatnie lata był to portret i akt. Właściwie można powiedzieć, że akt zdominował moje zdjęcia przez ostatnie kilka lat, ale jakiś rok temu wróciłem do portretów i w tych obszarach staram się poruszać.
W tym roku jednak sporo eksperymentuję – portret w plenerze zamiast w studio, światło zastane, a nie lampy błyskowe – ogólnie można powiedzieć, że wychodzę poza dotychczasowy schemat. Jest to wynikiem pleneru fotograficznego, na jakim byłem w zeszłym roku. Prowadzący zorientował się, że przyjechałem na niego z bardzo silną wizją, co na nim zrobię i powiedział, że z takim podejściem stworzę dokładnie to samo co u siebie w studio, więc po co tu przyjechałem? Po tych słowach wysłał mnie razem z modelką do starej, zdewastowanej hali. Zacząłem się wtedy zastanawiać: Jak ja mam tutaj coś zrobić? I postanowiłem, że zrobię zdjęcie tak, jak nigdy wcześniej nie robiłem, a do tego złamię parę zasad, żeby zrobić prowadzącemu na złość. Pokazałem wykonane wtedy zdjęcia i usłyszałem: No i fajnie – przyjechałeś na 4-dniowy plener, a już po pierwszym dniu masz TO zdjęcie. Do dzisiaj nie wiem, co wszyscy widzą w tym zdjęciu! (śmiech)
Faktycznie, ostatnio mam takie podejście, że jak nie ma komfortowych warunków studyjnych, w których się najlepiej czuję, to trzeba iść po bandzie i zrobić coś zupełnie z czapy, a efekty bywają zaskakujące!

Z tego, co się dowiedziałam, masz na swoim koncie całkiem fajne wyróżnienie.
Tak, to prawda. Kolega brał udział w konkursie, a ja miałem zdjęcia, które pasowały do jego tematyki i stwierdziłem, że wyślę, no bo dlaczego nie! Byłem ciekaw, jak oceni je zagraniczne jury i ludzie, którzy mnie nie znają. W rezultacie udało mi się zdobyć drobne wyróżnienie. Drobne, bo cały czas dążę do tego, żeby zdobyć podium. Z drugiej strony, gdy czytam, że na konkurs mający kilkanaście kategorii nadesłano 20 tys. zdjęć z całego świata, a moje jest jednym z kilkudziesięciu wyróżnionych w danej kategorii, to jest to naprawdę miłe uczucie.

Mariusz zdobył wyróżnienia w konkursach takich jak:

  • Fine Art Photography Awards,
  • Tokio International Foto Awards,
  • International Photography Awards,
  • Moscow International Foto Awards,
  • Monochrome Photography Awards,
  • Neural Density Photography Awards,  
  • PhotoShoot Awards-NUDE.

Poniżej prezentujemy kilka wyróżnionych zdjęć


Nie myślałeś, żeby związać się zawodowo z fotografią?
Nie. Mam takie poczucie, że jak się wpadnie w tryb fotografii zarobkowej, to ta część artystyczna odchodzi. Nie ma na nią czasu, ochoty… Nie mówię, że u każdego, bo znam osoby, które swój artyzm przebiły na biznes i świetnie to u nich działa, ale znam też parę osób, które robiły fantastyczne projekty i w momencie, kiedy fotografia stała się ich głównym źródłem utrzymania, ich prace zniknęły.

Jak określiłbyś swoje plany związane z fotografią?
Nie wiem! (śmiech) W tym roku robię dużo różnych rzeczy. Aktualnie muszę trochę odpocząć od portretów i aktów, trochę oczyścić głowę. Dodatkowo przez bodajże 5 lat ciągnąłem projekt fotograficzny związany z rekonstrukcją, ale w pewnym momencie stwierdziłem, że wystarczy, bo nie jestem w stanie przeskoczyć sam siebie.

No właśnie! Przechodząc do tematu Twojej drugiej pasji, czyli rekonstrukcji historycznej – opowiedz skąd takie zainteresowanie?
Przypadkiem (śmiech). Kiedyś jako małe dziecko widziałem jakiś pokaz rycerski. Jak to dziecko pomyślałem sobie: Ja też tak chcę. Potem pojawiła się grupa rekonstrukcji w Łańcucie (skąd pochodzę). Na początku chodziłem na ich spotkania jako osoba towarzysząca, potem zostałem z nimi na dłużej (11 lat). W sumie to już trwa 13 lat.

Co więc robicie na spotkaniach grupy rekonstrukcyjnej?
To zależy. Dawniej spotkania odbywały się na zasadzie samorozwoju, tzn. omawialiśmy jakieś swoje plany, problemy, do tego dochodziła jeszcze wymiana wiedzy, konsultacje między sobą, czasem prezentacje. Teraz ruch się zmienia, pojawia się coraz więcej bardzo małych grup, czy pojedynczych osób i jest mi ciężko powiedzieć, jak to wygląda, bo obecnie nie jestem zrzeszony w żadnej grupie.

Czy grupy mają swoją tematykę?
Tak. Są grupy, które zajmują się konkretnym datowaniem i tylko takim, ale są też takie, które zajmują się wieloma okresami.

A Ty co wybrałeś?
Początkowo zajmowałem się drugą połową XIII w. Wyszło to z tego, że osoba, która wtedy prowadziła grupę w Łańcucie, zajmowała się tym okresem. Potem przeszedłem na okres około grunwaldzki i tak już zostało.

W takim razie czym dokładnie się zajmujesz, na czym polega rekonstrukcja?
Ciężko powiedzieć czym się człowiek zajmuje, bo zależy, co kogo bawi w rekonstrukcji. Sam wybór okresu już nam coś narzuca np. jakie są stroje, elementy uzbrojenia, wyposażenie obozu itd. Poza tym, jeżeli wydarzenie, na które się chce wybrać, ma konkretne datowanie, to trzeba się do niego dostosować. Ciężko wyobrazić sobie np. legion rzymski na rekonstrukcji bitwy pod Grunwaldem.
Na samym wyjeździe też można robić wiele rzeczy, w zależności od tego, co sobie ktoś wymyśli. Można gotować, walczyć, uczestniczyć w warsztatach, grać na instrumentach, tańczyć itp. itd. Nawet nie jeżdżąc na wyjazdy, można zajmować się technikami walki, ćwicząc na sali gimnastycznej, zgłębiać historię muzyki średniowiecznej, szyć stroje…

A co wybrałeś dla siebie?
Początkowo byłem giermkiem – pomagałem chłopakom przy turniejach, a przez ostatnie lata zajmowałem się projektem fotograficznym. Teraz jak już jadę to głównie po to, żeby spędzić czas ze znajomymi.

Dużo osób zajmuje się rekonstrukcją?
Ciężko stwierdzić… Na sam Grunwald przyjeżdża kilka tysięcy osób z całego świata. Jednocześnie to jedna z największych imprez rekonstrukcyjnych w Europie. Normalnie na turniejach skala jest znacznie mniejsza, aczkolwiek to też zależy od turnieju, bo potrafią być takie, gdzie przyjeżdża kilkaset osób.

Czy uważasz, że posiadanie pasji w życiu jest ważne?
Jakbym miał po pracy wracać do domu i gapić się w cztery ściany to bym zwariował! (śmiech) Trzeba mieć jakąś odskocznię od rzeczywistości. Coś, co jest zupełnie oderwane od tego, co robimy w pracy. Na przykład, gdy jadę na Grunwald, odcinam się od wszystkiego, mam wyłączone wszystkie maile, komunikatory – po prostu mnie nie ma. Poza tym to też jest rozwój, bo np. robiąc zdjęcia w sposób, w jaki wcześniej nie próbowałem, muszę poszukać w Internecie inspiracji i dowiedzieć się jak robią to inni.

Jeżeli masz ochotę sprawdzić portfolio Mariusza lub umówić się do niego na sesję to koniecznie sprawdź jego profile:

Mariusz jest też autorem zdjęć z otwarcia nowej siedziby JCommerce.

Autor:

Agata Szecówka 10.01.19

Dodaj komentarz