powrót
20.03.20

Leszek to osoba, której trudno nie znać, pracując w JCommerce. Oprócz tego, że pełni funkcję Quality Assurance Technical Solution Managera, znany jest także jako miłośnik gier RPG. Chcesz go lepiej poznać? Koniecznie przeczytaj wywiad! 

Od ilu lat jesteś już w JCommerce? 
Będzie już 6. rok.

Jak to się stało, że się tu znalazłeś? 
Szczerze mówiąc… nie pamiętam. JCommerce zadzwoniło do mnie długo po czasie, kiedy zostawiłem dokumenty. Pamiętam, że nie aplikowałem wtedy na konkretny projekt, tylko po prostu zostawiłem CV. 

Byłeś wtedy regularem czy interesowały Cię już wyższe stanowiska? 
Byłem regularem. Pamiętam, że było wtedy zapotrzebowanie na testera automatyzującego do jednego z banków, a ja się zgodziłem.

To w takim razie w jaki sposób zostałeś później liderem działu testów? 
Z tego co pamiętam, JCommerce nie miało wtedy działu Quality Assurance. Oczywiście byli pracownicy, którzy testowali, ale nie działali jako zespół.
Ja zdobywałem doświadczenie poza firmą w takim klasycznym outsourcingu oznaczającym pracę u klienta. Najpierw pracowałem w banku, potem w kolejnym zewnętrznym projekcie i praktycznie cały czas byłem poza firmą. Nawet gdy byłem w biurze, to na krótko – tydzień, dwa, i zajmowałem się innymi rzeczami. Gdy wróciłem do pracy do biura, okazało się, że testerów jest bardzo mało. Tomek Krupa (Head of Delivery w JCommerce), który był głównym inicjatorem rozbudowy zespołu testerów stwierdził, że trzeba coś z tym zrobić. Byłem jednym z nielicznych specjalistów Quality Assurance w firmie i zostało mi powierzone stanowisko lidera ze względu na to, że miałem trochę większe doświadczenie niż pozostali. 
To nie była żadna moja wizja. Po prostu odpowiedni moment, odpowiednia chwila i osoba Tomka, która to wszystko zainicjowała. Plan był taki, żeby za jakiś czas można było realizować większe projekty – i to się udało. Ten proces trwał chyba 3 lata. 

Jak to konkretne wyglądało?
Najważniejsze było to, żeby przekonać JCommerce, że to wszystko ma sens i da się na tym zarabiać. Po prostu udowodnić, że ten pomysł ma swoją wartość i idą za nim pewne pieniądze i konkretne rzeczy. 
Trzeba było trochę podziałać wewnętrznie, a na zewnątrz spotykać się z klientami, zatrudniając odpowiednich ludzi do projektu.  
Byliśmy znani z tego, że na początku mieliśmy bardzo duży przesiew kandydatów. Śmialiśmy się, że tylko jedna na 10 osób się do nas dostaje. Chcieliśmy stworzyć silny zespół, ponieważ podstawy muszą być mocne. Dzięki temu powstał bardzo fajny i prężny team, który się bronił wiedzą i doświadczeniem. To ludzie byli w nim największą wartością. 

Słyszałam, że w ciągu bodajże 2 lat ten zespół rozrósł się pięciokrotnie. To prawda? 
Tak! Zaczęliśmy od czterech osób. Pamiętam czas, gdy była nas szóstka, a potem nagle zrobiło się ponad 30 osób w zespole. Jest nas dużo, ale wydaje mi się, że taka mocna 40-osobowa ekipa to by było coś. Jesteśmy zgranym zespołem, pomimo że pracujemy w różnych projektach. Traktujemy się jak team bez względu na to, czy jesteśmy w jednym projekcie, czy nie. Zbudowanie działu w sytuacji, kiedy nic nie było, wymagało pracy wielu ludzi. Tej sytuacji musiał chcieć cały zespół, a nie tylko jedna osoba. 

Czyli pomysł na testerską gildię też wyszedł od wszystkich? 
Tak! To nie było tak, że pewnego dnia się obudziłem i stwierdziłem, że ta gildia powstanie. Była widoczna potrzeba i trzeba było działać. 

Może warto przypomnieć, czym jest testerska gildia? 
To regularne spotkania, kiedy czasem wymieniamy się twardą wiedzą, a innym razem są to pogaduszki i plotki z rynku. Rozmawiamy o tym, co było na konferencjach, co jest ciekawe, a co nie. 
Nie oszukujmy się – przygotowywanie rzetelnej, godzinnej prezentacji co tydzień nie jest możliwe. A tu chodzi o to, żeby przyzwyczaić się, że regularnie mamy spotkania, na których nie tylko wymieniamy się wiedzą, ale też się wzajemnie poznajemy. Czasem pracujemy w różnych projektach i nie wiemy, kto jest kim. 

Inną inicjatywą jest Akademia JTestera. Ty byłeś jej pomysłodawcą? 
Nie. Na ten pomysł wpadł Igor, który był u nas Scrum Masterem. Stwierdził, że fajnie by było pozyskać testerów i ich “wychować” od zera. 
Ja się z nim zgodziłem, bo na rozmowach rekrutacyjnych mieliśmy wielu testerów, którzy byli bardzo źle przygotowani do zawodu. Przychodzili do nas specjaliści z 8-letnim doświadczeniem, którzy nie wiedzieli, co to jest API – czyli bez wiedzy, którą my traktowaliśmy jako podstawową. Takich rozmów było bardzo dużo. 
Stwierdziliśmy, że dla nas ważniejszy jest sposób myślenia i to, jak dana osoba się uczy, niż sama wiedza i zdobyte certyfikaty. Jak ktoś ma talent, to i tak się nauczy. 
Wdrożyliśmy ten pomysł w życie. Pierwszy rok był trochę eksperymentalny, bo wiadomo: robiliśmy to pierwszy raz, ale było fajnie. Po pierwszej edycji zostały z nami 3 osoby. W drugiej edycji, bazując na doświadczeniu, poprawiliśmy program. Moim zdaniem był dużo mocniejszy, choć jest jeszcze wiele aspektów, które można poprawić. W drugą edycję Akademii JTestera zaangażowanych było też więcej osób. Włożyliśmy masę pracy w program, który jest dla nas bazą, i teraz możemy go rozwijać. W rezultacie po zakończeniu Akademii zaproponowaliśmy współpracę 4 osobom. 

Czy to, czego uczestnicy nauczyli się podczas Akademii JTestera, ma przełożenie na  pracę w projekcie? 
Tak. Uczestnicy wychodzą ze szkolenia z konkretnymi umiejętnościami, które nam są potrzebne, a nie z definicjami, które nigdy nikomu się nie przydają. Połowa naszego szkolenia to jest praktyka. 

Czy uważasz za sukces to, że dział testów udało się tak fajnie rozkręcić?
Jesteśmy tutaj, więc to jest sukces. Dział ciągle się rozwija, więc ma to sens. To jest sukces tak naprawdę całego zespołu i podejścia firmy. On na pewno przejawia się też w liczbach, bo miarą sukcesów w firmie jest jednak głównie korzyść finansowa. Tylko tak naprawdę ciężko określić miejsce, w którym jest już sukces, bo zawsze możemy zrobić coś więcej.  

Odchodząc od tematu Akademii JTestera, są dwa obszary, w których się udzielasz – strefa gier RPG, z własnym sklepem włącznie, oraz praca na pełny etat w JCommerce. Trudno jest Ci łączyć dwie tak angażujące kwestie? 
Aktualnie nie, ponieważ mam ludzi, którym płacę za to, żeby zarządzali sklepem. Trudny jest start, ale teraz pojawiam się tam 2 razy w miesiącu, i to tylko na chwilę. 
Na początku było trudno. Tak naprawdę najwięcej wysiłku włożyłem w znalezienie odpowiednich ludzi. Jak znalazłem fajne osoby, którym zależy i którym się chce, które po prostu lubią to miejsce i chcą tam być, to zyskałem pracowników, których nawet nie trzeba kontrolować. Wiem, że ludzie, których zatrudniam, 10 razy sprawdzą, czy wszystko zrobili dobrze i nie będą się obijać. Zauważyłem, że zaufanie do ludzi, które nie polega na ganieniu za wszystko, ale zostawieniu im przestrzeni na samodzielne myślenie, po prostu działa. 

Słuchając Cię, odnoszę wrażenie, że dużą wagę przywiązujesz do relacji, do tego, żeby ludzie się mogli rozwijać itd.
Tak, tylko pamiętaj, że żaden człowiek się nie rozwinie, jeżeli nie chce. To musi być osoba, która czuje, że to ma sens, że to coś zmieni w jej życiu. Bez tego możemy wydawać dziesiątki tysięcy złotych na szkolenia, w które ta osoba nie będzie zaangażowana. A jeśli nie będzie zaangażowana, to niczego z tego nie wyniesie. 

Dlaczego dalej pracujesz w JCommerce?
Bo lubię. Możesz trafić do firmy, gdzie całe życie będziesz wykonywać projekt od A do Z, a tutaj są wyzwania i możliwości. To nie jest firma, w której ja sobie siedzę i nic nie robię, spędzam cały czas w jednym projekcie. Tu się po prostu cały czas coś dzieje. Sam fakt tego rozwoju – dużo wydarzeń, dużo rzeczy, które się zmieniały, pewnych porażek i sukcesów, które powodują, że się chce. 

Masz jakieś rady dla młodszych koleżanek i kolegów?
Nie bać się zmian. To jest podstawowa rada. Trzeba nie bać się i brać zmiany na klatę. Najwyżej nie wyjdzie… bo co się innego może stać? Tym bardziej że rynek IT jest taki, że jak Ci nie wyjdzie, to po prostu zmieniasz pracę i idziesz dalej. A może się okaże, że doświadczenie tej zmiany Cię wzmocni. Zmiana jest czymś, czego ludzie się automatycznie boją, jest niewygodna i niefajna. Jednak bez zmian też jest ciężko.  
Trzeba też nie bać się zmieniać zdania. Ja kiedyś uważałem co innego, ale zmieniłem podejście, do czego otwarcie się przyznaję. Nie trwam przy jednej rzeczy, która się nie sprawdza. Trzeba być elastycznym.  

P.S. Pamiętacie, że do 31 marca czekamy na Wasze zgłoszenia do 3. edycji Akademii JTestera? Szczegóły

Autor:

Agata Szecówka 20.03.20

Dodaj komentarz

  • Piotr
    | 23.03.2020