powrót
26.11.20
Kategorie: Blog Pasje JStories

Warszawa,

Ola Gołyga, w JCommerce Business Intelligence Technical Leader, a po pracy zapalony sportowiec i podróżnik. W firmie Ola znana jest ze swojej niesamowitej kondycji, a jej rowery mają zdecydowanie większe przebiegi niż niejedno auto. Zapraszamy do lektury wywiadu z kobietą, która w swoim życiu na pewno nie narzeka na nudę.

Jak długo jesteś już w JCommerce?
Ponad 5 i pół roku, w lutym będzie 6 lat.

Jak do nas trafiłaś?
Poleciła mnie koleżanka, z którą wcześniej pracowałam. To był taki moment, kiedy sporo osób przeszło z mojej poprzedniej firmy do JCommerce. No i tak jakoś wyszło 🙂

Od samego początku kariery zawodowej jesteś związana z Business Intelligence?
Tak, jestem po Politechnice Śląskiej, gdzie skończyłam Informatykę. Jestem typowym ścisłowcem i od początku byłam związana z IT, i to zawsze z BI. JCommerce jest trzecią firmą, w której pracuję. Zaczęłam tu pracę jako Senior i 2 lata temu zostałam Technical Leaderem.

Co sprawia Ci największą satysfakcję w pracy?
Większość moich projektów BI opiera się na tematach zakupowych, sprzedażowych, magazynach. Generalnie głównie chodzi w nich o to, aby zaoszczędzić pieniądze lub zarabiać więcej. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że są to tematy standardowe, nudne. Jednak za każdym razem spotykam się z innymi danymi i ta część biznesowa jest bardzo ciekawa. Fajnie jest widzieć, jak klienci zaczynają z tego korzystać, wyciągać wnioski i na ich podstawie podejmować decyzje biznesowe. Daje mi to dużą satysfakcję.

W firmie jesteś znana ze swojej niesamowitej kondycji. Sprawdziłam na Stravie, że w tym roku przejechałaś na rowerze 14 770 km. Robi wrażenie!
(Śmiech). Na Stravie nie widać wszystkiego! Tak że tak, coś tam przejechałam.

Jak znajdujesz na to czas? Kiedy trzaskasz kilometry? Trenujesz profesjonalnie? Opowiadaj!
Generalnie nie jestem w żadnej drużynie, nie uprawiam sportu profesjonalnie. Gdzieś ten sport zawsze był ze mną, nie tylko rower. Raczej jeżdżę dla przyjemności, dużo po górach. W tym roku więcej na MTB, dlatego kilometrów jest przez to mniej (śmiech). Rower daje mi wolność, możliwość przemieszczania się. Biegałam też kiedyś, dalej mi się zdarza, jednak biegając, zrobisz 20 km, 30 km, 40 km, i to jest koniec. A gdy wsiadasz na rower, możesz się przemieszczać, zmienia się krajobraz, wszystko, co dzieje się dookoła. Uwielbiam też podróżować na rowerze, taki bikepacking, czyli z jednego miejsca do drugiego… i dalej. Mam mnóstwo pomysłów na realizacje rowerowe, ale nie tylko – też trekkingowe, wspinaczkowe, wszelkie możliwe sporty.

Gdzie spędziłaś najlepszy wyjazd bikepackingowy?
Jeżeli chodzi o rower, to nic bardzo egzotycznego. W ubiegłym roku byłam w Alpach, gdzie przemieszczaliśmy się przez najwyższe przełęcze w okolicy. Zorganizowaliśmy ten wyjazd typowo „na lekko”, czyli 2 małe torby – jedna pod siodło, jedna pod kierownicę, 2 zestawy ciuchów, coś ciepłego, i tyle. Jest taka społeczność, która wspiera rowerzystów, nazywa się Warmshowers. Coś w stylu couchsurfingu, tylko dla rowerzystów. Wysłaliśmy maile z prośbą o przenocowanie nas, choć ja byłam nieco sceptycznie nastawiona do tego. Wiesz, za stara jestem na takie zabawy, może jednak lepiej wziąć bed & breakfast (śmiech)… No a okazało się to najlepszą częścią tego wyjazdu, poznaliśmy niesamowitych ludzi, oczywiście wszyscy zakręceni na punkcie rowerów. Znali oczywiście rejon, więc byli świetnym źródłem informacji o okolicach. Poznaliśmy na przykład parę Szwajcarów, około pięćdziesiątki, którzy opowiadali nam o swojej wyprawie do Kanady i Stanów Zjednoczonych, gdzie musieli na przykład chować jedzenie na drzewach, aby niedźwiedzie im go nie zjadły. Z niesamowitą lekkością i skromnością mówili o tym i pokazywali zdjęcia. Nowe znajomości sprawiły, że wyjazd zyskał pełną paletę barw.

Szosa czy MTB – co wolisz?
To jest trudne pytanie (śmiech). Generalnie zaczynałam od szosy, aczkolwiek w tym roku jeździłam dużo na MTB. Byłam w Austrii tylko na MTB, tak że to były moje pierwsze dwa tygodnie bez szosy. Jedno i drugie ma swoje plusy. Szosą można pokonywać duże odległości, ale tutaj, w mieście, nie przepadam za jeżdżeniem na szosie. Za duży ruch, jeżdżenie z autami nie sprawia mi frajdy.

Jakie trasy na szosę polecasz?
Lubię jeździć po górach i zawsze ciągnie mnie w tamte rejony. Bardzo fajne trasy można znaleźć w Czechach – są blisko, a jest tam zdecydowanie mniejszy ruch i lepszy asfalt. Ale Polska też ma oczywiście piękne miejsca – Beskidy, Sudety, Kaszuby. Jak się postarasz, możesz zaplanować trasę tak, żeby spotkać minimalną liczbę aut.

Słyszałam, że kilka lat temu byłaś na trekkingu w Nepalu.
Tak naprawdę byłam dwa razy w Nepalu, i jeszcze w sumie trzeci raz w Himalajach w Indiach. W Nepalu byłam w okolicach Everestu, a drugi raz w rejonie Annapurna, gdzie zdobywaliśmy sześciotysięcznik Chulu Far East.

Jak przygotowujesz się do trekkingu wysokogórskiego?
Generalnie ja nie muszę się przygotowywać, jestem cały czas przygotowana (śmiech). Jeżeli chodzi o kondycję, to nie ma problemu, doświadczenie również mam. Więc wystarczy kupić bilet i spakować plecak.

A jak wygląda kwestia aklimatyzacji?
Aklimatyzację trzeba przejść na miejscu, nie da się do tego przygotować. Nie ma tutaj reguły i nie jest tak, że jak ktoś jest w świetnej formie, to aklimatyzację przejdzie bezproblemowo. Chodzi o to, żeby powoli pokonywać wysokości i pobyć kilka nocy na wyższych wysokościach, aby organizm miał szansę się przygotować. Ale tutaj nie ma żadnej gwarancji. U mnie w ekipie na obu wyjazdach zdarzały się przypadki choroby wysokościowej, jedna sytuacja skończyła się helikopterem, druga tylko szybkim schodzeniem, bo akurat mieliśmy jeszcze możliwość wycofania się. I nie były to na pewno najsłabsze ogniwa wśród całej ekipy, więc tak jak wspominałam, nie ma tutaj reguły. Wiadomo, że im lepsza forma, tym większa szansa, że wszystko pójdzie dobrze, ale tak naprawdę nie ma gwarancji na to, jak nasz organizm zareaguje i nie jest tak, że jeśli raz wszystko poszło ok, to przy kolejnym trekkingu będzie tak samo.

Masz już plany na kolejną wyprawę?
W tym roku planowałam wyjazd rowerowy do Norwegii, ale ze względu na Covid zostało to odłożone. Nie narzekam, udało się pojechać do Austrii na rowery, gdzie też było fajnie. Marzę też o Ameryce Południowej, rejon Patagonii, ale na razie sytuacja na świecie musi się ustabilizować.

W jaki sposób dbasz o swój rozwój zawodowy?
Śledzę strony internetowe, blogi, uczestniczę w konferencjach. Jest to fajne miejsce, gdzie można spotkać ludzi i wymienić się doświadczeniami.

Jakie konferencje Business Intelligence polecasz?
SQL Day jest bardzo ciekawą konferencją. W ubiegłym roku byłam tez na JOIN w Warszawie, trochę mniejszy event. Jednak gdybym miała wybierać, wybrałabym SQL Day.

Masz rady dla osób, które chciałyby rozpocząć swoją karierę w Business Intelligence?
Na pewno postawić na naukę języka SQL, bez którego nie ma możliwości, żeby robić to, co robimy. Ważne, aby być otwartym, logicznie myśleć i mieć po prostu chęci. Reszta przychodzi z czasem.

Dlaczego dalej pracujesz w JCommerce?
Z lenistwa (śmiech). A tak serio, to związałam się już z tą firmą emocjonalnie, dobrze mi się tu pracuje. Plusem pracowania w takiej firmie jak JCommerce jest to, że możemy zmieniać projekty. Tak że z jednej strony pracuję 6 lat w jednej firmie, ale pracowałam w tym czasie w różnych projektach, dla różnych klientów. Nie ma miejsca na nudę.

Autor:

Magda Richta 26.11.20

Dodaj komentarz